Znany i niedoceniony

Janusz Zajdel jest jednym z moich ulubionych pisarzy. Gdybym miał wybrać, kogo czyta mi się lepiej – Zajdla czy Lema, musiałbym podjąć trudną decyzję. I wybrałbym tego pierwszego. Skoro jego nazwiskiem nazwano najważniejszą literacką nagrodę polskiego fandomu musi on być bardzo znany, prawda? Okazuje się, że jednak nie. Właśnie dlatego postaram się wam zaprezentować moją ulubioną część twórczości tego tytana.

Uwaga: tekst może zawierać mniejsze i większe spoilery. Nie powinny przekroczyć poziomu, do jakiego przyzwyczaiły nas opisy w internetowych księgarniach, ale czujcie się ostrzeżeni.

Kawał czasu temu (pamięć mówi, że 2 lata, ale może być zawodna) na BookRage – serdecznie polecam tę akcję – zakupiłem pakiet powieści Janusza A. Zajdla. Nazwisko niewiele mi mówiło, poza tym, że kilku znajomych bardzo go polecało. Niewiele się wahałem i kupiłem – co okazało się naprawdę fenomenalną decyzją.

U Zajdla urzekło mnie tratowanie powieści jako modelu. Używa fantastyki do analizy totalitaryzmu (mam wrażenie, że w systemie słusznie minionym była to najskuteczniejsza metoda). Krytycznie odnosi się do propagandy, zrywania z historią, czy ślepego posłuszeństwa wobec innych potęg. Często taka zabawa kończy się tekstem bez wyrazu – pustą alegorią, zbyt czytelną, by stała się intelektualnym wyzwaniem. I jednocześnie diablo nudną. Tutaj tego nie znajdziecie. Każda powieść jest ciekawa na płaszczyźnie fabularnej, światy są wewnętrznie spójne – bronią się same. Ich symboliczne znaczenie nie jest elementem spajającym powieść – i nigdy nie jest podane na tacy. Możecie wykląć mnie za herezję, ale moim zdaniem Zajdel mógłby  z powodzeniem uchodzić za polskiego Orwella.  1984 nie różni się w tych punktach od Limes Inferior. Albo odwrotnie? Ani jeden, ani drugi tekst się nie zdezaktualizowały.

To twórca naprawdę wart uwagi, o charakterystycznym stylu, ale jakie jego powieści polecam? Wszystkie, z którymi zdążyłem się zapoznać. Opiszę niektóre z nich.

Limes Inferior

limesinferiorokładka.jpgW tej powieści autor kreuje wizję świata, w którym prawie wszystko zostało zmechanizowane. Ludzie są klasyfikowani według inteligencji, a większa część z nich nie ma pracy i musi utrzymywać się z zasiłków.

Główny bohater, Sneer, im „pomaga” – zarabia na życie zdając za innych testy na inteligencję, dzięki czemu mogą dostać lepszą pracę (albo utrzymać aktualną, jeśli ktoś wykrył oszustwo i na nowo skierował ich na testy).

Nie będę wam zdradzał przebiegu fabuły (powiem tylko, że zakończenie może was rozczarować), bo ta jest naprawdę ciekawa. Jednak to, co powala w tej powieści to doskonale zarysowany świat, który powoli zaczyna się ziszczać.

Zacznijmy od powszechnej automatyzacji. Wszelkie badania wskazują, że w niedalekiej przyszłości będziemy musieli zmierzyć się z problemem bezrobocia – roboty zabiorą nam pracę. Jednym z najczęściej sugerowanych rozwiązań jest wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego. Tutaj mamy wariację na ten temat. Najmniej inteligentni dostają tylko czerwone punkty. Mogą za nie kupić tylko podstawowe produkty, miernej jakości. Ich istnienie jest złem koniecznym. Zielone punkty pozwalają kupować produkty normalnej jakości, a ich przydział jest zależny od klasy. Na złote, najcenniejsze punkty (pozwalają kupować produkty luksusowe) trzeba zapracować.

Punkty zbierane są w kluczu. To połączenie zegarka, dowodu osobistego, karty kredytowej – uniwersalne urządzenie. Jeżeli nie widzicie w nim smartfona, to pomyślcie jeszcze raz. Świat ludzi ogłupianych konsumpcją, uporządkowany według niezrozumiałych reguł. Część z was może tu dostrzec cechy otaczającego nas świata. Czy tak może wyglądać świat niedalekiej przyszłości? Odpowiedzcie sobie na to sami

Należy zwrócić uwagę, że historia wykazała także powierzchowność innego sądu, wywodzącego się ze starożytności, a głoszącego, iż lud potrzebuje jakoby tylko chleba i igrzysk. Nieraz mogli się przekonać różni późniejsi władcy, że otrzymawszy sam chleb, lud niechybnie zapyta zaraz o masło i wędlinę, bojkotując najatrakcyjniejsze nawet igrzyska

Janusz A. Zajdel, Limes Inferior

Cała prawda o planecie Ksi

calaprawdaoplanecieksiokladka-page-001.jpgPlaneta Ksi miała być pierwszą ludzką kolonią. Jednak – pomimo upływu lat – nie ma z nią kontaktu. Dowództwo misji na Ziemi domyśla się, że doszło do katastrofy, więc wysyła tam misję badawczą. To, co tam zastają, jest… Niespodziewane.

Opisanie tutaj czegokolwiek o fabule byłoby zabieraniem wam przyjemności z lektury. Mogę jedynie napisać, że jest to ciekawa analiza społeczna. I tego, jak świetne idee (w teorii) w praktyce mogą okazać się bardzo, bardzo złe.

Żebyście nie czuli się zawiedzeni – oto słowa, którymi sam autor prezentował zamysł powieści:
Osnową powieści jest sprawa grupy osadników, którzy mieli się osiedlić na planecie innego układu, lecz z nieznanych przyczyn zerwali kontakt z Ziemią. Z Ziemi wyrusza ekspedycja mająca za zadanie wyjaśnić, co się wydarzyło.
Ekspedycja napotyka jeden ze statków osadników, wracający ku Ziemi, z jednym tylko człowiekiem na pokładzie. Człowiek ten, były pilot kosmiczny, jest w stanie zupełnego rozstroju psychicznego…

Uświadomiłem sobie tę gorzką prawdę: uszczęśliwienie grupy ludzi, którzy wylądowali na tej planecie, nie było samo w sobie celem, jaki przyświecał naszym manipulatorom; celem ich prawdziwym było wykazanie, że taka operacja jest możliwa…

Janusz A. Zajdel, Cała prawda o planecie Ksi

Wyjście z cienia
wyjsciezcieniaokladka-page-001.jpg
Skąd mrówki na okładce powieści science-fiction? Poczekajcie, a się dowiecie.

80 lat temu Ziemię zaatakowała wrogo nastawiona rasa Elgomajów. Na nasze szczęście z odsieczą przybyli Proksowie, którzy nie dość, że pomogli ludziom przetrwać, to postanowili podzielić się swoimi odkryciami. Podzielili Ziemię na geograficzne kwadraty (których numeracja jest zawiła, a kontakt pomiędzy nimi niemal niemożliwy), stworzyli uniwersalny język, a także są stale obecni na planecie. Przy okazji czerpią ze źródeł różnych surowców, zjadają większość grzybów i miodu, a także krzywo spoglądają na wszystko, co może być z nimi kojarzone, nawet kształtem (cygara wyglądają jak ich statki). Nie lubią mrówek i je niszczą, a ich istnienie zostało wykreślone nawet z naukowych książek. Ciekawe, prawda?

Proksowie są tak jasną alegorią (pamiętajcie, że książka ukazała się w 1983), że urągałbym waszej inteligencji pisząc to. Na pewno warto sięgnąć po tę powieść, bo pomimo, że tematyka nie jest całkiem aktualna – to przesłanie pozostało ponadczasowe.

Wszystko odbywało się z niezwykłą precyzją, w zamierzonej kolejności. Najpierw panika wywołana atakiem, potem budowa sieci wież granicznych, poczytywanych za elementy systemu obrony, a następnie (dopiero po podzieleniu Ziemi na kwadraty i ustanowieniu lokalnych samorządów) – zstąpienie Proksów na Ziemię, budowa amb, defilady pojazdów powietrznych. Zdezorganizowana łączność między kwadratami ułatwiała narastanie legendy o potędze Proksów. Zlikwidowanie kosmodromów i obserwatoriów uniemożliwiało stwierdzenie, ile właściwie statków wylądowało na Ziemi…

Janusz A. Zajdel, Wyjście z Cienia

Paradyzja

paradyzjaokladka-page-001.jpg

W tej powieści Zajdel zabiera nas w podróż na Paradyzję – obiekt kosmiczny orbitujący w około planety Tartar.  Główny bohater – ziemski dziennikarz – został wysłany tam z podwójną misją. Z jednej strony – to rzadka okazja, by przyjrzeć się życiu we wrogim Ziemi miejscu. Z drugiej – możliwość odkrycia okoliczności śmierci poprzedniego badacza.

Ludzie na tej stacji są ciągle inwigilowani (ściany w ich mieszkaniach są szklane), komputer analizuje wszelkie ich słowa. Stąd posługują się specjalną nowomową, która ma ukryć ich prawdziwe intencje.

O czym jest ta powieść? O życiu w świecie, w którym nie ma prywatności. W którym władza kłamie, a społeczeństwo o tym wie – ale nic nie może zrobić, bo nie ma ku temu możliwości. Ruch oporu istnieje, ale niespecjalnie może cokolwiek. Sytuacja wydaje się patowa.

Prawa jednostki są u nas w pełni respektowane! Na przykład ja posiadam aktualnie około półtorej j e d n o s t k i, a ci, których wysyła się do pracy na Tartar, mogą posiadać po pół i mniej… To chyba jasne, że na p ó ł jednostki ludzkiej przypada p o ł o w a praw i przywilejów!” – Alvi

Janusz A. Zajdel, Paradyzja

Zajdel był prekursorem fantastyki socjologicznej. Chcąc, nawet pobieżnie, przeanalizować którąkolwiek z wymienionych powieści musiałbym poświęcić o wiele więcej słów, niż ma cały ten tekst. Czy warto zapoznać się z twórczością tego pisarza. Warto, nawet bardzo warto.

Mam nadzieję, że tekst czytało się miło. Biegnijcie do bibliotek, zamawiajcie w księgarniach, czy jak tam zaopatrujecie się w książki. Mnie pozostaje się z wami pożegnać tak, jak zwykłem – cytatem.

Jeśli zamiast dwudziestoletniej, pięknej dziewczyny, którą kocham, zjawi się stara kobieta? Czy ją także kocham? Czy zdobędę się choćby na pozory uczucia do Yetty sześćdziesięcio… siedemdziesięcioletniej?! Śmieszne i tragiczne zarazem. Kogo właściwie kocham i czy to w ogóle prawda, to uczucie… Czy nie jest tylko urojeniem, wypełniającym myśli przez całe lata dalekiej podróży?

Janusz A. Zajdel, Cylinder van Troffa

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s